Turniej to nie wydarzenie,
to sieć zobowiązań
Największe nieporozumienie w tej branży polega na traktowaniu regulaminu jako komunikatu informacyjnego. Tymczasem to oświadczenie woli, które organizator składa wobec każdego uczestnika, i na jego podstawie odpowiada — za wypłatę nagród, za tryb dyskwalifikacji, za to, co się stanie, jeśli serwer padnie w półfinale. Nikt tego nie czyta, dopóki nie zacznie się spór. Wtedy czytają wszyscy, linijka po linijce.
Drugą rzeczą, która regularnie zaskakuje organizatorów, jest liczba równoległych stosunków prawnych przy jednym wydarzeniu. Obiekt albo studio, dostawca łącza, ekipa produkcyjna, ochrona, sponsorzy, wydawca gry udzielający licencji na rozgrywki, uczestnicy, a przy zawodnikach niepełnoletnich także ich przedstawiciele ustawowi. Każdy z tych dokumentów odsyła do pozostałych i każdy może stać się źródłem odpowiedzialności.
Powiemy to wprost, choć nie brzmi to marketingowo: nie da się napisać regulaminu, który wyłączy całą odpowiedzialność organizatora. Można natomiast napisać taki, który jasno rozkłada ryzyko, przewiduje procedurę na wypadek problemów i nie zawiera zapisów niemożliwych do wyegzekwowania. To realny cel i on wystarczy.
Omów swoje wydarzenie